Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzyka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 listopada 2011

Muzyka: Czerwień i liczba 3

3 lata minęły jak z bicza strzelił od momentu wydania przez łódzki zespół rockowy Coma ostatniej pełnoprawnej płyty. " Hipertrofia" trafiła na podatny grunt i spodobała się oddanym fanom formacji, ale miała też wielu przeciwników. Teraz, w momencie wydania nowej, bezimiennej płyty zapewne znowu dojdzie do takiej sytuacji. Ten tekst sponsoruje liczba 3 i duże ilości czerwieni...



3 koncepcje, oto co dostrzegłem po pierwszym przesłuchaniu krążka nazwanego przez fanów " Czerwonym Albumem". Rzeczone koncepcje to podejście do grania muzyki, które miało zmienić wizerunek Comy. Piotr Rogucki wypowiadał się w jednym z wywiadów, że muzykom zależało na tym, aby album nie miał żadnej określonej formy i każdy mógłby sam ją sobie określić. Jak dla mnie to zwyczajne tłumaczenie się z braku pomysłu, ponieważ te 3, wspomniane wcześniej, koncepcje są zupełnie od siebie różne, ale przejdę do tego w trakcie rozwijania swoich myśli... Muszę tylko ostrzec co wrażliwszych czytelników, że nie należę do fanów łódzkiej formacji, chociaż kiedyś przechodziłem okres zafascynowania nią, a nawet byłem na koncercie. To " lets go" jak śpiewa Roguc!

środa, 31 sierpnia 2011

Muzyka: Niemoc twórcza?

Kiedy dwie gwiazdy muzyki łączą swoje siły, aby nagrać wspólny album to powstaje z tego arcydzieło lub totalna klapa. Płyta " Watch the Throne", którą nagrali wspólnie Kanye West i Jay-Z jest gdzieś pomiędzy. Żeby nazwać ją płytą genialną musiałbym przebić sobie bębenki uszne, ale z drugiej strony nie potrafię zaklasyfikować jej jako dno.



Album powstał rekordowo szybko, ponieważ od ostatniego solo Westa minęło zaledwie dziewięć miesięcy. Przyznam, że nie czekałem jakoś szczególnie na " Watch the Throne". Było to spowodowane tym, że po pierwsze nie przepadam za Jay'em, a po drugie Kanye miał tu występować jedynie jako raper. Tak jest, zapomnijcie o cudownych bitach z "My Beautiful Dark Twisted Fantasy". Zamiast tego dostaliśmy syntetyczną papkę, która czasami jest przebijana lekko funkującymi podkładami. Jest dziwnie mili moi bardzo dziwnie...

czwartek, 21 lipca 2011

Film, Muzyka: Przyjaciele z filmowego podwórka


Stworzenie filmu to nie lada wyzwanie. Widać to chociażby na napisach końcowych, gdy przed oczami przewija się nam szereg nazwisk ludzi zaangażowanych w pracę nad konkretną produkcją. Za wszystko rzecz jasna odpowiada reżyser, który dany tytuł firmuje swoim nazwiskiem i podejmuje ostateczne decyzje co do finalnego kształtu dzieła. Wśród szeregu producentów, dźwiękowców, scenarzystów ktoś w filmie musi zadbać o muzykę. Dla mnie od lat w soundtrackowej rywalizacji wygrywa jeden człowiek. Tym kimś jest Clint Mansell.

poniedziałek, 11 lipca 2011

Muzyka: Imprezowo-Globalowo


Festiwalowy sezon w pełni.
Jedni przy dźwiękach dobrej muzyki brudzą kalosze openerowskim błotem, inni z utęsknieniem czekają na Riverside.
Ja wygrałam bilet na Global Gathering.


Jak było?
Gdybym miała użyć jednego słowa, które opisuje moje wrażenia po tak wielkiej imprezie, byłoby to "miazga".
Zmiażdżył mnie rozmiar głównej sceny. Zmiażdżyły efekty świetlne w postaci laserów. Wreszcie zmiażdżyła mnie obecność największych dj-ów trance'owych świata.

piątek, 24 czerwca 2011

Muzyka: Kim jest Goblin?

W jednej z poprzednich recenzji mojego autorstwa narzekałem na poziom amerykańskiego rapu. Na to, że nowi artyści zamykają się w schemacie tekstów o kasie, dziwkach i paleniu marihuany. Zgodzicie się pewnie ze mną, że czasami miło się zaskoczyć, a jeszcze bardziej, kiedy płyta, którą słuchacie jest bardzo dobra. Nieznany wcześniej, młody amerykański raper- Tyler the Creator, pokazał, że nadal można nagrać rapowy album, który będzie ciekawy i oryginalny, a co więcej można go dobrze sprzedać.



Nie słyszeliście wcześniej o Tylerze? Spokojnie, ja przed miesiącem, też go nie znałem. Kiedy po raz pierwszy włączyłem jego solowy album pt. „ Goblin” to przyznam się Wam, że nie rozumiałem, co takiego widzą w nim Internetowi krytycy. Sprzedaż płyty, jak na postać, która przed rokiem pojawiła się w Internecie, również wskazywała, że mam do czynienia z kimś szczególnym. Całkiem możliwe, że do głosu doszła moja wrodzona awersja do popularnych rzeczy, ale mniejsza o to. Potrzebowałem kilku przesłuchań, aby zrozumieć, że wydawnictwo Tylera to bardzo dobra płyta, jednak nie zgadzam się z opiniami niektórych, że to najlepsze rapowe wydawnictwo od dłuższego czasu. Nie rozumiem, również gigantycznego hype’u na tego młodego artystę.

czwartek, 2 czerwca 2011

Muzyka: Dzieciństwo zatopione w nostalgii


W swojej dalece już posuniętej muzycznej setliście, zatrzymałem się ostatnio na projekcie niezwykłym. Nigdy nie przywiązywałem do niego jakiejś szczególnej wagi, ale dopiero po czasie, przekonałem się o jego magii. Być może musiałem do tego albumu dorosnąć, zatrzymać się w codziennym biegu zdarzeń i uświadomić sobie jak wiele straciłem…

Retrospektywna podróż w okres dzieciństwa okraszona niezwykle wyszukaną alternatywą. Tak w jednym zdaniu można by określić twórczość Lenny Valentino. Projekt to niezwykły choć istniał zaledwie trzy lata i wydał jedną płytę. W tym wypadku jednak w grę wchodziła nie ilość, a jakość.

środa, 25 maja 2011

Muzyka: Czy „Kandydaci na szaleńców” są kandydatami do sukcesu?




Sako: Po wydaniu genialnej płyty „Zamach na przeciętność”, fani tego krążka czekali na kolejne produkcje Tego Typa Mesa. Ba, przyznam się, że sam jestem jego wielkim fanem i wręcz nie mogłem się doczekać tego, co przyniesie jego nowa płyta. W połowie kwietnia na świat przyszła kolejna "córka" Mesa, o bardzo pasującym do mnie tytule „Kandydaci na szaleńców". Poprzeczka była podniesiona bardzo wysoko, ale czy autor płyty zdołał osiągnąć poziom, który narzucił sam sobie w przeszłości?

wtorek, 24 maja 2011

Muzyka: Zanudź mnie sukcesem, czyli jak sprzedać płytę o niczym

Jak dotychczas na blogu pojawiały się recenzje płyt wybitnych lub dobrych. Drogi czytelniku mogłeś sobie pomyśleć, że nie słuchamy byle, czego, ale to nieprawda. Od czasu do czasu każdemu zdarza się trafić na słabszy album i tak właśnie było ze mną. Fora internetowe i listy ostatnio przescrobblowanych utworów na lastfm wskazywały, że trafiłem na dzieło wybitne, jednak tym razem czekało mnie sromotne rozczarowanie…



Kurtyna unosi się w górę, na małym krzesełku siedzi niepozorna postać, oto on- recenzent, gotowy, aby przekazać światu swoją opinię.


poniedziałek, 2 maja 2011

Muzyka: Kraina dźwiękowej spokojności


O najnowszym albumie Tides From Nebula wiemy niemal wszystko. Premiera drugiej płyty Warszawiaków, zatytułowanej „Earthshine”, planowana jest na 9 maja. Na oficjalnym majspejsie możemy przesłuchać dwa utwory, które znajdą się na nowym krążku.

W tym przypadku apetyt rośnie w miarę jedzenia, bo widać, że będzie różnorodnie. „White Gardens” to spokojna, nostalgiczna wręcz kompozycja, która powoli snuje się i wlewa najczystsze piękno do uszu odbiorców. „The Fall of Leviathan” jest żywsze, z charakterystyczną w post-rocku zmianą tempa i niepowtarzalnym klimatem.

czwartek, 31 marca 2011

Muzyka: (Big) Lebowski


Polska muzyka wciąż nie przestaje mnie zaskakiwać. Co rusz powstają projekty, które tworzą naprawdę ambitnie i z rozmachem. To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że wcale nie odstajemy od „reszty świata”. Skłonny jestem nawet stwierdzić, że dorównujemy jej talentem, a czasem nawet przewyższamy umiejętnościami.

Scena progresywna w naszym kraju ma wielu zdolnych i zasłużonych przedstawicieli. Grup takich jak Riverside czy SBB nie trzeba przedstawiać. Są też młode dopiero co raczkujące projekty, które wydając swój debiut pukają do bram progrockowej czołówki. Jednym z nich jest Lebowski.
Skład uformował się na dobre już w 2002 roku. Na płytę trzeba więc było czekać 8 lat, ale Panowie w pełni wynagrodzili nam ten okres. Nagrali płytę, którą ciężko zaszufladkować. Niby to rock progresywny, ale mnóstwo tu różnych smaczków, orientalizmów. Jeżeli już pokusiłbym się o sklasyfikowanie Lebowskiego to 
najtrafniej opisuje ich termin artrock.

sobota, 19 marca 2011

Muzyka: Narkotyczny trans


This remarkable, sometimes incorherent transcript ilustrates a phantasmagoria of fear, terror, grief, exaltation and finally breakdown. Its highlights have been compressed on this record to make their own disquieting points.
The time is 9.30 PM, one hour after the participants have eaten sugar cubes saturated with LSD.

We hear Brian and his fellow travellers observing their gradual transformation.

Brian's been amusing his friends by chewing on some plastic flashbulbs.

Brian's mood is gradually changing. He orders all of his friends into another room and closes the door.

He sits alone on the wooden floor, visible only by the dim light shining from the bathroom. He talks to himself.

The time is now 1 am. Brian is unable to snap his fingers and terminate the trip, which continues.

He sobs, as his joy turns to fear.

Brian's rocky journey ended twelve hours after it so innocently had begun. He was shattered by it.

This young man never had a bummer in some 33 LSD trips. Every one of them was a delight. Everything under control. He needed only to snap his fingers and down he came, any time. But on Voyage 34 he finally met himself coming down an up-staircase, and the encounter was crushing.

piątek, 11 marca 2011

Muzyka: Wypadek przy pracy


Nie cierpię niemieckiego. W szkole szło mi całkiem nieźle, ale robiłem po prostu dobrą minę do złej gry. No cóż, czasami trzeba. Ale już wyjaśniam, to tylko „rasizm językowy”, o ile takowy istnieje, do samej narodowości nie trawię żadnej urazy, a już na pewno nie do panów z Bohren & der Club of Gore. Mam jedynie do nich żal za ostatni "Dolores", który mam nadzieję był tylko fatalną pomyłką przy pracy.

piątek, 4 marca 2011

Muzyka: Niemieckie żale

Punktem wyjścia w momencie tworzenia muzyki jest jeden podstawowy dźwięk, który staje się kluczem do pozostałych. Jeden akord, który sprawia, że cała reszta zaczyna na naszych oczach mimowolnie ewoluować. Z małego, pozornie nic nie znaczącego dźwiękowego zarysu, zaczyna kiełkować zwarta konstrukcja o pokaźnych rozmiarach. Nuta będąca idealnym spoiwem dla pomysłów tkwiących w głowach muzyków, a ich możliwościami zaklętymi w instrumentach. Dokładnie takim, jest właśnie dźwięk otwierający EP Niemców.

środa, 23 lutego 2011

Muzyka: Niezwykła przemiana


Kocham muzykę. Mógłbym o niej pisać i pisać. Fascynują mnie różnego rodzaju dźwięki, które pobudzają mnie do działania. Muzyka daje mi siłę i jest jedną z moich największych pasji. Dziś jednak podejdę do tematu mocno retrospektywnie. Bo kiedyś było inaczej…

Dorastanie to czas, w którym kształtujemy samych siebie. To tu budujemy własną osobowość, tworzymy różnego rodzaju schematy myślowe. Etap ten przechodziłem dzieląc pokój z siostrzenicą, która wówczas mieszkała razem z nami. Starsza o cztery lata miała więcej praw, a ja chcąc nie chcąc godziłem się na to. Razem tworzyliśmy jednak zgrany duet, który potrafił wiele nabroić, ale i uporządkować.

wtorek, 22 lutego 2011

Muzyka: Fantazja Pana Westa

Kanye West: raper, producent i projektant mody. Kanye West: egoista, syn marnotrawny i internetowy ekshibicjonista. Która z tych dwóch twarzy jest prawdziwa? Całkiem możliwe, że obie. Po okresie dwóch lat od wydania swoje ostatniej płyty amerykański artysta powrócił z nowym krążkiem. Na całe szczęście styl z poprzedniego wydawnictwa został odrzucony i fani dostali po raz kolejny starego, dobrego Yeezy’ego( pseudonim artysty). Starego? Słuchając albumu pt. „ My Beautiful Dark Twisted Fantasy” można popaść w konsternację.



piątek, 4 lutego 2011

Muzyka: Niezły burdel


W zeszłym tygodniu pisałem o polityce, dziś temat zdecydowanie mi bliższy. Mowa rzecz jasna o muzyce. Sam niejednokrotnie łapię się na tym, że już nic w tej materii nie może mnie zaskoczyć. Równie często się mylę. Ale to bardzo dobrze! Dowodzi to przecież ciągłemu rozwojowi tej sztuki. A udany progres zawsze skutkuje. Nie tylko sukcesem na rynku, bo na to składa się wiele czynników, ale przede wszystkim wewnętrzną świadomością dobrze wykonywanej roboty.

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Muzyka: „Osiedlowi poeci, choć niewielu ma maturę”

Było już o przeróżnych koncertach w Trójmieście, było też o płycie poświęconej autyzmowi, a tym razem odpływamy w zupełnie inne klimaty i niestety (bądź stety) nie są to Kanary. Tym razem coś o rapie, uważanym przez sporą rzeszę ludzi za muzykę polegającą wyłącznie na przeklinaniu. Spróbuję jednak wybronić ten gatunek, sprzeciwiając się stereotypom i recenzując płytę jednego z czołowych raperów w Polsce, jakim niewątpliwie jest Pih.


W listopadzie ubiegłego roku na rynku pojawiła się płyta o nazwie „Dowód rzeczowy nr 1”. Trochę dziwna nazwa, choć jeśli ktoś orientuje się, że Pih jest magistrem prawa, może uniknąć zaskoczenia. Pozwolę sobie zatrzymać się na wątku samego artysty, ponieważ w pewnym sensie Adam Piechocki, bo tak nazywa się tenże wykonawca, burzy stereotyp chłopaka ze spodniami opuszczonymi do kolan. Pih ma na karku już 34 wiosny, więc nie jest młodzieniaszkiem sterczącym ciągle pod blokiem i pasożytującym na dochodach rodziców.

niedziela, 16 stycznia 2011

Społeczeństwo: Udręczona

Moje życie znowu się zaczęło.
Pragnę by się nigdy nie skończyło.
Mamusiu, jestem dla Ciebie.
Tato, jestem przy Tobie.
Ty boisz się coraz bardziej.
Litość i okrucieństwo.
Pogrążam się w ciemne nieszczęście.
Boże, jak spadły gwiazdy?
Ty nigdy nie mówisz mojego imienia.
Oczy dziwnego Niewiniątka.
Krwawię moimi łzami.
Zamknięta w trzeźwości umysłu.
Nie potrafię stać wbrew
Bezsensownej przestępczości.
Liczenie i stawianie rzeczy w kolejności.
Bycie stabilną jest moją prawdziwą formą.
Niezdolność wobec tej stęchlizny.
Zepsuty świat prowadzi mnie do stworzenia nowej jednostki.
Marzę o powrocie do matrycy, do skóry,
Do przytulenia,
Do snu i zakochania się w
Ciepłej i paraliżującej obojętności.

wtorek, 11 stycznia 2011

Muzyka: Kulturalnie w 2011 rok

No i stało się. Przywitaliśmy hucznie (bądź też nie) nowy, 2011 rok. Wiele życzeń, w których jak zwykle dominował przymiotnik 'szczęśliwy', wiele noworocznych postanowień, wyrzeczeń, pragnień. Czyli jak zwykle. Można by rzec, że bez fajerwerków, aczkolwiek takowe dało się usłyszeć tuż po północy. Na drugi dzień tradycyjnie kac, bo bez szalonej imprezy suto zakrapianej alkoholem obejść się nie mogło.

Ludzie potrafią jednak bawić się kulturalnie i 2011 rok dostarczy ku temu wielu okazji. Przede wszystkim cieszy fakt pojawienia się zagranicznych gwiazd. Obecnie mamy szansę mieć je na wyciągnięcie ręki. W przeszłości nie było tak łatwo. Nasz kraj często był omijany w planach europejskich tras wielu zespołów przez co cierpiały obie strony. Fani, bo nie każdego było stać na koncert w sąsiadujących Czechach bądź Niemczech, ale też zespoły, które traciły na profitach.